Raporty
Kalkulatory finansowe Kalkulator
kredytowy(raty stałe) |
Kalkulator
kredytowy(raty malejące) |
Kalkulator lokat |
Zapotrzebowanie
na kapitał obrotowy |

Obecnie strefa euro przeżywa największy kryzys od czasu jej istnienia. Przysłowiowej oliwy do ognia dolała amerykańska giełda. W czwartek, półtorej godziny przed zamknięciem, tamtejsze indeksy traciły na wartości nawet 9 procent. Czy panika na Wall Street wynikła z problemów greckiej gospodarki (co za tym idzie strefy euro), czy może była to pomyłka maklera zza oceanu? W tej sprawie na amerykańskiej giełdzie toczy się już śledztwo.
Błąd maklera czy faktyczna tragedia?
Czwartkowe zawirowania na Wall Street mogły być tylko po części związane z obawami o konsekwencje fiskalnych problemów Grecji i strefy euro. Nieoficjalnie mówi się, iż za tak dużymi spadkami kryje się błąd tradera z Citygroup. Podejrzewa się, iż wpisał on błędną ilość zer przy składaniu zlecenia na akcje spółki Procter&Gamble. Przedstawiciele Citigroup tłumaczą, iż obecnie nie dysponują żadnymi dowodami na to, że Citigroup była zaangażowana w błędną transakcję.
Sprawą zajęła się amerykańska komisja papierów
wartościowych (SEC - Securities and Exchange Commision), a
także agencja federalna kontrolująca
amerykańskie rynki kontraktów
terminowych (CFTC - Commodity Futures Trading
Commission).
Szybki spadek notowań nowojorskich indeksów spowodował aktywowanie się zleceń zabezpieczających złożonych przez innych inwestorów. To przyczyniło się do jeszcze większej przeceny na rynku. Załóżmy jednak, iż czwartkowy błąd maklera nie miał miejsca, a zlecenia zabezpieczające nie aktywowały się. Tego dnia, do około godziny 20:00 naszego czasu, NASDAQ i S&P500 traciły po około 2 procent. Oznacza to, iż i tak na rynku panowała wówczas negatywna atmosfera z punktu widzenia byków.
Ateny na tle innych rynków
Dziwić może fakt, iż na tak rozwinięty rynku,
jakim jest rynek kapitałowy w USA, może dojść do tak znaczącej w
skutkach pomyłki.
Jednak w ostatnich dniach atmosferę na rynku
podgrzewa (jeśli nie bardziej od USA) sytuacja w Grecji. Od
początku kwietnia indeks ateńskiej giełdy papierów wartościowych
stracił na wartości niespełna 20 procent. Dla porównania, w tym
samym czasie warszawski indeks WIG20 spadł o 6 procent, czeski PX50
(podobnie jak amerykański NASDAQ) o 3,5 procent, a węgierski BUX o
8 procent.
Od kwietnia 2009 roku grecka giełda zyskała zaledwie 0,03 procent, podczas gdy warszawski parkiet wzrósł o 57 procent, Węgry o prawie 95 procent, Czechy 47 procent, NASDAQ 49,5 procent, a NIKKEI o ponad 28 procent.
Kurs złotówki w stosunku do euro zbliżył się już
nawet do poziomu 4,25 PLN i była to najniższa wartość od ponad pół
roku. W tym miesiącu euro wzrosło w stosunku do naszej waluty o
5,99 procent, a frank szwajcarski o nieco ponad 5 procent. Utrata
wartości złotego w stosunku do tych walut wydaje się mała, jeśli
porównamy ją do dolara i funta szterlinga. Tu złoty stracił
zdecydowanie więcej, gdyż odpowiednio 11,7 i 10,3 procent. To
pokazuje, iż złotówka w porównaniu do waluty Euro jest silniejsza,
aniżeli do dolara czy funta. Zatem nasuwa się pytanie: czy za
wszelką cenę należy przyjąć w Polsce euro?
Nie ulega wątpliwości, iż obecna sytuacja w Eurolandzie będzie miała znaczący wpływ na wybór daty wprowadzenia euro w Polsce. Często kraje, które chcą szybko przyjąć europejską walutę niedoceniają korzyści, jakie są związane z możliwością prowadzenia własnej polityki monetarnej, dostosowanej do potrzeb swojego kraju. Niestety jest to zauważalne dopiero teraz - w trudnym dla gospodarki Europy okresie. Ponadto, brak kontroli nad systemami fiskalnymi krajów członkowskich powoduje niekontrolowany wzrost zadłużenia. Przykładem są tu takie kraje, jak: Hiszpania, Włochy czy... Portugalia, których dług publiczny zbliża się lub już przekroczył poziom 100 procent PKB.
Dużej zmienności ciąg dalszy
Na piątkowym otwarciu warszawskiej giełdy,
indeks WIG20 tracił na wartości ponad 2,5 procent. Jeśli spadek ten
porównamy do tego, co się działo przed kilkunast
oma godzinami w USA, to skala
spadków nie jest aż tak duża (choć przed otwarciem rynku kasowego,
czerwcowy kontrakt terminowy na WIG20 tracił na wartości nawet 3,8
procent). W ciągu dnia WIG20 nadrabiał straty i około godziny 14:30
w porównaniu do poprzedniego dnia tracił 0,47 procent. Jednak
ostatnie minuty piątkowych notować przyniosły silną przecenę.
Ostatecznie indeks WIG20 spadł o ponad 2,5%, do poziomu 2336,99
punktów. Tym samym wczoraj została utworzona świeca z długim górnym
knotem. Z punktu widzenia analizy technicznej, nie jest to dobry
sygnał. Najbliższe wsparcie w tej chwili znajduje się na poziomie
około 2286 punktów (zamknięcie sesji z 4 lutego, szczyt z sesji z
17 lutego i 1 marca).
Duże wahania miały miejsce także na rynku
walutowym. W piątek, po tym, jak niemiecki parlament zgodził się na
pomoc finansową
dla Grecji, mieliśmy do czynienia z
umacnianiem się polskiej waluty. Za europejską walutę o godzinie
19:00 trzeba było zapłacić 4,1387 PLN (2,4 procent mniej od
dotychczasowego maksimum z 7 maja), a dolar od swojego maksimum
(również z 7 maja) stracił na wartości 2,9 procent i wyniósł 3,2580
PLN.
Kiedyś USA, teraz Europa
Jeszcze niedawno epicentrum kryzysu finansowego
miało miejsce w Stanach Zjednoczonych, na tamtejszym rynku
nieruchomości. Obecnie, punkt ten przeniósł się na strefę euro i
nie dotyczy on żadnej konkretnej branży, lecz jest on związany z
fundamentami gospodarek niektórych państw członkowskich strefy
euro. Rozpoczął się zatem ważny dla Eurolandu okres. Tym bardziej
jest on kluczowy, z uwagi na fakt, iż do tej pory nie mieliśmy do
czynienia z podobną sytuacją w przeszłości.
Marek
Trocha
Zastrzeżenia prawne|Mapa strony|Dla mediów|Kontakt
Projekt i wykonanie: zjednoczenie.com