Dziś jest Czwartek, 09 Lutego 2012
Rozwijaj Kontakt
Jesteś w: strona główna››Aktualności

Aktualności

Co teraz Panie Prezydencie?

WT
2010-07-05

komor

Po podliczeniu głosów z 95% okręgów wyborczych Bronisław Komorowski może zacząć otwierać wielką butelkę szampana. Obecnie jego przewaga wynosi ok. 800 tysięcy głosów i jego porażka jest całkowicie niemożliwa. Dzięki jego zwycięstwu PO otrzymała to czego chciała najbardziej - wolną rękę w rządzeniu bez obaw, że prezydent powstrzyma plan reform. Jednak czy uda się rządowi Donalda Tuska dokonać jakichkolwiek istotnych zmian w obliczu tegorocznych wyborów samorządowych i przyszłorocznych parlamentarnych?

Powszechnie uważa się, że wybory obnażyły słabość kandydata Platformy, którego przewaga nad Jarosławem Kaczyńskim z PiS w początkowych sondażach sięgała ok. 30%. W opinii komentatorów takie zdecydowane zwycięstwo dałoby rządzącym silny impuls i duży mandat społeczny do wprowadzenia swojej wizji państwa. Relatywnie nieduża różnica pomiędzy kandydatami wskazuje na głębokie podziały jakie panują w Polsce.

W tych warunkach przyjdzie Tuskowi wraz ze swoimi ministrami zmierzyć się z rosnącym zadłużeniem państwa, wysokim deficytem, niepewnym ożywieniem globalnej gospodarki i zaciskaniem pasa przez państwa Eurolandu (włączając w to Niemcy). Rząd stanie również naprzeciwko rynków finansowych, które postrzegają Polskę jako kraj podwyższonego ryzyka i ich nerwowość silnie odbija się na rentowności polskich obligacji oraz pozycji złotówki. I wreszcie, w poczynaniach PO będzie przeszkadzać wzmocniona opozycja, przy czym SLD również będzie chciało dobrze wykorzystać swój wynik wyborczy. Jeżeli Kaczyński utrzyma swój koncyliacyjny ton w stosunku do lewicy to możemy doczekać się koalicji PiS-SLD.

Pomijając polityczne rafy jakie mogą czekać Komorowskiego i Tuska, najwięcej uwagi wymagają palące kwestie gospodarcze. Polskie finanse publiczne to od lat czołowy temat, który już przerodził się w gospodarczo-politycznego tasiemca z punktami kulminacji i zwrotu akcji w postaci kolejnych planów: Balcerowicza, Hausnera, Gilowskiej, Rostowskiego. Na tym tle blado wypada obecny prezes NBP, który dopisał do tego serialu tylko podatek Belki. Niemniej jednak, żadnej ekipie rządzącej nie udało się zmienić struktury wydatków państwa, w której z 75% udziałem dominują wydatki sztywne, tj. służba zdrowia, ubezpieczenia społeczne, itd. Jakiekolwiek cięcia w tych obszarach budżetu będą skutkowały gwałtownymi protestami społecznymi i w pewnym stopniu przyczyniłby się do spowolnienia tempa ożywienia gospodarczego. Dlatego nie warto odwoływać się do najprostszych metod szukania oszczędności np. poprzez obcinanie pensji urzędników, ale rozważyć dogłębną zmianę spojrzenia na rolę współczesnego państwa. Potrzebne są radykalne reformy, takie jak prywatyzacja służby zdrowia (bez względu na to czy nowy Prezydent w końcu popiera prywatyzację czy nie), systemu emerytalnego czy edukacji. Wartym rozważenia może być pomysł restrukturyzacji zadłużenia systemu ochrony zdrowia w Polsce, którą można by sfinansować przez sprzedaż aktywów jakich państwo zasadniczo nie powinno posiadać (dlaczego Skarb Państwa jest właścicielem gruntów rolnych o łącznej wartości ok. 60 mld PLN?). Dzięki temu prywatyzacja całego systemu byłaby znacznie prostsza i cała zmiana znacznie mniej bolesna dla pacjentów, co byłoby dużym osiągnięciem dla rządzących.

W kolejce czeka ciągle reforma ZUS i KRUS oraz wyzwanie demograficzne, jakie zagraża naszemu systemowi emerytalnemu. Warto zaznaczyć, że teraz same kosmetyczne zmiany, takiej jak przesunięcie wydatków do innych obszarów lub zmiana definicji niektórych kosztów, nie wystarczą. Negatywny wpływ ze strony globalnej i europejskiej gospodarki, które pozostają w trudnej sytuacji, może bardzo szybko zweryfikować wszelkie pozorne działania polityczne.

Przedsiębiorcy również czekają na konkretne działania państwa, które ułatwiłyby im prowadzenie działalności gospodarczej. Janusz Palikot, przewodniczący sejmowej komisji Przyjazne Państwo, ostatnio bardziej poświęcił się pracy na rzecz kampanii wyborczej, ale miejmy nadzieję, że jego komisja ruszy z kopyta i faktycznie zajmie się likwidacją zbędnych przepisów przy aktywnym wsparciu nowego prezydenta.

Brak koniecznych reform może w przyszłości skutkować podobnymi problemami, jakie przeżywała Grecja w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Zagrożony bankructwem rząd grecki został wykluczony przez inwestorów z rynku finansowego, gdyż rynkowa stopa oprocentowania długu okazała się zbyt wysoka. W lipcu być może dojdzie do nieśmiałej próby uplasowania nowej transzy obligacji greckich i okaże się czy rynki finansowe wybaczyły Grekom wiele lat beztroskiego życia na kredyt.

Sytuacja Polski, mimo że obecnie jest dużo lepsza niż Greków, Hiszpanów, Portugalczyków czy Włochów, to jednak nie zachwyca. Zbyt długo polskie rządy zwlekały z radykalnymi reformami, z "odchudzaniem" państwa, z prywatyzacją. Obecnie może się okazać, że będziemy potrzebowali, tak jak i cały świat, kolejnej, bolesnej "terapii szokowej", takiego samego oczyszczenia rynku jak na początku lat 90. Jego ceną będzie spowolnienie gospodarcze lub recesja, ale obecnie nie widać dalszej możliwości na kontynuowanie polityki ręcznego sterowania gospodarką. Miejmy nadzieję, że dostrzegą to również polscy rządzący.

Chciałby się żebyśmy w Polsce zobaczyli dzisiaj zupełne zaprzeczenie stereotypowych polityków - czyli pracowitych urzędników w służbie narodu. Zwłaszcza, że poza problemami z podwórka krajowego, czekają ich również wyzwania europejskie, z przygotowaniem polskiej prezydencji w Unii na czele. Zwycięstwo Komorowskiego w tym kontekście zostało bardzo dobrze przyjęte przez zachodnich komentatorów, którzy postrzegają kandydata PO jako tego, który będzie kontynuował i uzupełniał politykę zagraniczną rządu. Oczekuję się, że dzięki temu wyborowi zacieśnieniu ulegną więzi z Europą i przede wszystkim z Niemcami, największym partnerem gospodarczym Polski.

Co teraz Panie Prezydencie? Serdecznie gratulujemy wyniku wyborczego, ale czekamy na konkretne działania polityczne. Jeżeli PO przez najbliższy rok nie uda się skutecznie "sprzedać" swojego programu reform, to cierpliwość umiarkowanego, wolnorynkowego, nastawionego na zmiany i reformy elektoratu może się skończyć, mimo że innego wyboru ta grupa społeczna może nie mieć. Może wtedy pojawi się więcej dopisków do kart wyborczych, takich jakie można było zaobserwować w tych wyborach, gdzie niektórzy wyborcy woleli oddać swój głos na Paris Hilton czy Lukasa Podolskiego, zamiast na któregokolwiek zarejestrowanego kandydata.

Wojciech Tyborowski

mini_minp_kwiecien09

« powrót

Zastrzeżenia prawne|Mapa strony|Dla mediów|Kontakt

Projekt i wykonanie: zjednoczenie.com

Wszelkie prawa zastrzeżone przezAgencja Rozwoju Pomorza